W Afryce celebrują życie! Spotkanie z misjonarzem

14354878_685006801653288_878160207574142281_n

13 września spotkaliśmy się z pracującym w Zambii kapłanem naszej diecezji – księdzem Zenonem Boneckim. Opowiadał on o swojej pracy w trudnych warunkach buszu, ale i we „własnej” parafii Miłosierdzia Bożego w Masansie, około 300 kilometrów od Lusaki. Obowiązuje tam ten sam czas, co w Polsce, ponieważ miejscowość leży na tej samej długości geograficznej.

Dowiedzieliśmy się, że parafia obejmuje dodatkowo 30 kaplic dojazdowych (kolejne są w trakcie organizacji), do których ksiądz jest w stanie dojechać raz na półtora miesiąca. Nazwa miejscowości: „Masansa” oznacza skrzyżowanie dróg. W latach 80 funkcjonowały tam zaledwie 3 małe sklepiki, dziś to już miasteczko (ze sklepem z odzieżą, warsztatem stolarskim, targiem rybnym i warzywnym, sklepem z ręcznie robionymi zabawkami, a nawet sklepem meblowym! Mieszkańcy osady korzystają ze studni z pompą. Do Masansy docierają też nowinki techniczne. Odległość do najbliższego zasięgu telefonicznego zmniejszyła się ze 130 do 70 kilometrów.  Powoli (choć krótko, ze względu na koszt) można już korzystać z telefonu z Internetem oraz  z różnego rodzaju komunikatorów.

W 1980 roku w Masansie zaczęło się spotykać na modlitwie 5 katolików – obecnie jest ich 280. Osobną część parafii stanowią potężne gospodarstwa rolne białych farmerów wypędzonych przez rządzących z całego terytorium Zambii. Ludzie tam zamieszkali posługują się aż 72 językami. Ksiądz Zenon opowiadał o wielkim zaangażowaniu jego czarnoskórych parafian w liturgię. Msza święta (z charakterystycznymi dla obowiązującego tam rytu tańcami) lub procesja Bożego Ciała trwają zazwyczaj kilka godzin. Wierni celebrują życie. Świętują całą noc. Oni mają czas. My, Europejczycy niestety mamy tylko zegarki…

W procesji z darami podczas Eucharystii wierni nieraz przynoszą żywe zwierzęta (nie tylko kury, ale i kozy), zdarza się też butelka powszechnie znanego na świecie amerykańskiego, brunatnego napoju (którego nie będziemy tu jednak reklamować…). Aby kapłan po przyjęciu tychże darów mógł obmyć ręce, jednym z ostatnich (oprócz chleba, wody i wina do mszy świętej) darów przynoszona jest woda do obmycia rąk. Uroczystości kościelne uświetnia dobrze przygotowany chór żeński.

Misjonarz wspomniał ponadto, że sześciokrotnie chorował na malarię. Mimo tego odprawiał msze w buszu. Ze względu na stan zdrowia obecnie pracuje w łagodniejszym klimacie okolic Masansy. Czarnoskóry biskup tamtejszej diecezji mocą apostolską ustanowił tę parafię i nakazał swoim wiernym troszczyć się o białego księdza. Bardzo to sobie wzięli do serca.

Kościół Afrykańczycy wybudowali sami. Zajęło im to 10 lat. Widząc ich poświęcenie biskup posłał do nich księdza. Struktura parafii obejmuje tworzone przez ludzi świeckich Centrum modlitewne oraz Radę Parafialną. Życie wspólnoty animują katechiści pomagający kapłanowi szczególnie we wspominanych już kaplicach dojazdowych. Katechizują, zachęcają wiernych do uregulowania swojego życia małżeńskiego (problem poligamii), do codziennej modlitwy. W niedziele celebrują Liturgię Słowa. Mieszkające w parafii siostry organizują rekolekcje dla dziewcząt. Ludzie dożywają sędziwego wieku (około 90 lat).

Ksiądz Zenon przybliżył ponadto słuchaczom kilka wzruszających, ale i zabawnych historii z życia swoich parafian. Mówił między innymi o tym, że kiedyś żartem zasugerował młodemu mężczyźnie, żeby ten się wreszcie ożenił. Nie minął miesiąc, gdy ów chłopak przyszedł przedstawić mu narzeczoną… To się nazywa posłuszeństwo! Panna młoda nie była ochrzczona. Sakrament ten (w drodze wyjątku) przyjęła w dniu swojego ślubu.

W Afryce przyjął się też zwyczaj pielgrzymowania. Masansa to właśnie jedno z miejsc kultu, do którego zdążają pątnicy w Niedzielę Miłosierdzia na dwudniowe świętowanie. Na początku na Uroczystości przybywało około 500 osób. W 2016 roku było ich już 1270. Taki wzrost jest niewątpliwą zasługą pracy liderów – katechistów. Trzeba podkreślić, że udział w tego typu wyjeździe wymaga wielu wyrzeczeń. Aby opłacić podróż, pielgrzymi najmują się najpierw u przewoźnika, aby odpracować koszty przejazdu.

Relacja misjonarza objęła również tematykę ewangelizacji i katechizacji podopiecznych. Dwa razy w roku współpracujący z księdzem katechiści przeprowadzają pięciodniową formację. Najbardziej istotna jest tu jednak codzienna praca u podstaw z ludźmi, bycie z nimi w ich skomplikowanej nieraz sytuacji życiowej, ukazywanie piękna Kościoła i istoty jego nauczania.

Misjonarz wyraził nadzieję, że zdoła przygotować ukochany skrawek afrykańskiej ziemi dla kapłana wywodzącego się z tych okolic. Stara się wychowywać podopiecznych do odpowiedzialności za wspólnotę lokalną. Wtajemnicza ich nawet w arkana „Budżetu w buszu”. Dzięki temu mają oni coraz większe poczucie odpowiedzialności, świadomość, że nawet jedno ich kuacia (odpowiednik 10 centów) może pomóc w budowaniu wspólnego dobra. Parafianie stąpają po ziemi. Pracują razem uprawiając m. in. kukurydzę. Udało się im też wyprodukować 1500 ton soi. Środki z jej sprzedaży zasiliły parafialny budżet, przydały się w czasie budowy plebanii.

Najbardziej cieszy jednak duchowy i liczebny wzrost wspólnoty. Małe dzieci chrzci się do 7 roku życia na prośbę rodziców lub opiekunów. Starsi podejmują tę ważną decyzję sami. Przygotowanie do chrztu trwa 2 lata. Bogu dzięki, to pragnienie rodzi się w coraz to nowych sercach…

Na zakończenie spotkania nasz Gość podziękował za ofiary zebrane na rzecz jego parafii w czasie Światowych Dni Młodzieży. Zapewnił o modlitwie za wszystkich darczyńców. Obiecujemy, że i my będziemy się modlić za mieszkańców Masansy i ich śląskiego Pasterza!  A. S.

Copyright © 2012 ThemeBlossom.com. All Rights Reserved