Zwycięskie wspomnienia z ŚDM!

Wszystkim uczestnikom konkursu dziękujemy za przesłanie ciekawych prac! Wzbudziły one w członkach komisji konkursowej wiele osobistych przemyśleń. Nie ukrywamy, że dyskusja nad przyznaniem nagród była bardzo burzliwa. Ale…”ad rem!”:

Jury w składzie: Michał Kapias, Kamila Literacka, Patrycja Zoremba-Piszczan nie przyznała III miejsca, II miejsce zdobyła Klarysa Dudek z parafii św. Floriana z Orzepowic, ZWYCIĘŻCZYNIĄ okazała się pragnąca zachować anonimowość autorka ze wspólnoty „Kana” działającej w Bazylice świętego Antoniego. Gratulujemy!!!

Poniżej publikujemy pracę, która zdobyła I miejsce w konkursie!

Wspomnienie ze Światowych Dni Młodzieży w Polsce

 „Nie zapominajmy o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę”   (Hbr.13.2)

Do naszej rodziny trafiły dwie osoby z serca Afryki, z Ugandy.

Florence (35 lat) – nauczycielka i katechetka w wiejskiej osadzie. Mieszka w tradycyjnej, afrykańskiej lepiance. Ma pięcioro własnych dzieci oraz dwoje przybranych, po zmarłej siostrze.

Ronie (30 lat) – pracownik rolny, ojciec dwójki dzieci. Jako półsierota, ukończył szkołę średnią dzięki pomocy znanego w Polsce ojca Johna Bashobory. Z braku pieniędzy nie mógł studiować.

Byli delegowani jako liderzy grup charyzmatycznych. Przyjechali dzięki wsparciu biskupów z Ugandy i Niemiec. Kiedy tylko przekroczyli próg naszego domu, odczuliśmy OBECNOŚĆ ANIOŁÓW. Ich pogodne, życzliwe twarze, szczera radość i poczucie humoru, płynna angielszczyzna, delikatność i wyczucie sytuacji  sprawiały, że wszyscy od razu poczuliśmy się dobrze ze sobą.

Pierwsze popołudnie spędziliśmy w ogrodzie przy kawie i lodach. Pytaliśmy o ich rodziny, dzieci, pracę, finanse, wspólnoty religijne, warunki życiowe. Im więcej dowiadywaliśmy się o nich, tym bardziej byliśmy zauroczeni tymi osobami.

Mieli bardzo skromny „bagaż”, żeby nie powiedzieć, że nie mieli bagażu. Zauważyliśmy brak przyborów toaletowych, ręczników, wystarczającej garderoby, kosmetyków utrzymujących higienę. Florence miała okrągłe małe lusterko popękane na wiele kawałków. Lato było upalne, a oni nie mieli pieniędzy nawet na zakup napojów, aby gasić pragnienie. Jedyną prośbą,  jaką  mieli, była prośba o zakup Biblii w języku angielskim.

Od pierwszego dnia nie mogli nadziwić się niepojętej ilości wody w domach i fontannach. Długie korzystanie z prysznica i kąpiel w wannie z pianą na zawsze pozostanie w ich pamięci. W swojej ojczyźnie, codziennie po pracy, Florence zmuszona jest nosić wodę na głowie z odległej studni. Musi jej ona wystarczyć do picia, gotowania, prania i „kąpieli” dla całej rodziny. To spostrzeżenie sprawiło,  że umożliwiliśmy im kąpiel w basenie „Ruda”. Czy jesteśmy w stanie zrozumieć szczęście osób, które pierwszy raz w życiu zanurzyły całe swoje ciało w wodzie?

Nasi goście mieli ogromną wiedzę o świecie, o polityce globalnej, nawet o katastrofie smoleńskiej. Skąd czerpią tę wiedzę? Dowiedzieliśmy się, że… z ich Radia Maryja ( – „ Radio Maria. A christian voice in your home!”)

Zaskoczyli nas znajomością Pisma Świętego. W rozmowach odnosili się do niego i cytowali je.

Nowością dla nich były kolorowe galaretki, polskie owoce, lody, śmietana w sprayu, ruchome schody, pralka i urządzenia domowe. Florence w domu  prasuje garnkiem wypełnionym rozżarzonym drzewem, a tu… prąd, żelazko i para w żelazku! W Ugandzie nawet dostawa prądu jest limitowana. W  Afryce słyszeli o śniegu, a teraz zobaczyli i dotknęli śnieg w…lodówce !

Wzruszała nas ich bieda zewnętrzna, a zarazem bogactwo wewnętrzne. Wąchali chleb, żeby zapamiętać jego zapach. Florance wyznała, że może kupić chleb tylko raz na kwartał, a wtedy zbiegają się do nich sąsiedzi na poczęstunek. Ich podstawowym pożywieniem są liście kassawy, a dzieci nie dostają tzw. drugiego śniadania do szkoły. Zdarza się, że bywają  głodni. Odkryliśmy, że nie mają za co opłacić dzieciom szkoły, że syn Florence chce pójść do Seminarium Duchownego, ale brak im pieniędzy na opłacenie nauki. Wraz z rodzeństwem musiał przerwać pobyt w płatnej szkole. Mimo tego wszystkiego nie użalali się nad sobą, o nic nie prosili, za wszystko wciąż chwalili Boga i dziękowali Mu.  

Dowiedzieliśmy się, że mają wątpliwą pomoc medyczną, dlatego ich LEKARZEM musi być JEZUS. W chorobach, po skaleczeniach i wypadkach, zwracają się do Niego i doświadczają Jego pomocy.

Z każdą chwilą odczytywaliśmy ich potrzeby i braki. Przez trzy dni,  po śniadaniu brali udział  w programowych wydarzeniach i wracali wieczorem. W tym czasie  mogliśmy organizować dla nich pomoc.

Dobroć Parafian nie miała granic. Nasi Goście wpierw otrzymali telefony komórkowe, aby w czasie ŚDM mogli się  kontaktować i robić zdjęcia. Dobroczyńcy przynosili pieniądze, nowe ubrania, kosmetyki, rzeczy dla dzieci. Kupiliśmy im artykuły spożywcze, lekarstwa, latarki, art. piśmiennicze itp.

Z upływem czasu odkrywaliśmy coraz więcej tajemnic i z każdą chwilą kochaliśmy ich coraz bardziej.

W niedzielę kończył się pobyt wszystkich Pielgrzymów w Rybniku. Grupa z Ugandy  swoim tańcem i afrykańskim śpiewem ubogaciła liturgię południowej Eucharystii w Bazylice.  Następnie udali się na plenerowy obiad przy Parafii i stwierdzili, że był to najlepszy obiad w ich życiu.

Po południu zostaliśmy mile zaskoczeni. Cała dziesięcioosobowa grupa z Ugandy (w tym dwóch księży) zagościła w naszym ogrodzie.

21

Otrzymali  niespodziankę – dar imiennych wieczystych mszy świętych, które opłacili dla nich anonimowi ofiarodawcy. Przy podwieczorku i grillu każdy Gość opowiedział o sobie, o rodzinie, o pracy i zaangażowaniu w Kościele.

Byli wspaniałymi ambasadorami swojego kraju i Kościoła. Wzruszająca była postawa naszych sąsiadów, którzy błyskawicznie zorganizowali poczęstunek, przynosili podarunki. To było piękne świadectwo bezinteresownej gościnności i życzliwości Polaków. Przed rozstaniem Afrykańczycy poprowadzili piękną modlitwę ze śpiewem, a księża każdego z nas błogosławili.

Te dni były dla nas cudownymi rekolekcjami. Znów przekonaliśmy się, że Bóg zawsze ma swój wspaniały plan. Nasz dom był wypełniony chwałą Boga i błogosławieństwem.

Dobrze się stało, że właśnie te święte i skromne osoby, które żyją i funkcjonują w MOCY Ducha Świętego, trafiły do naszej rodziny.

Kiedy odjechali  NIC się nie skończyło. Można śmiało stwierdzić, że wtedy zaczęło się coś nowego, coś ważnego. Weszliśmy w nową rzeczywistość. RODZINA „powiększyła się” nam o nowych Braci i Siostry. Ze wszystkimi jesteśmy w kontakcie. Teraz okazuje się, że problemów i potrzeb jest coraz więcej. Nad wszystkim czuwa ich opiekun, ojciec Sylvester. Zaczęliśmy organizować pomoc na opłacenie nauki szkolnej. Jedynym problemem jest to, że nie wiemy jak docierać z informacją do innych osób i pozyskiwać potrzebne środki. Jeżeli ktoś ma jakieś propozycje – czekamy na informacje.

„W czynieniu dobra nie ustawajmy, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy”   (Gal.6.9)

kana.rybnik@op.pl

 

 

 

 

 

Copyright © 2012 ThemeBlossom.com. All Rights Reserved